Dzienne archiwum: Sierpień 27, 2017

➡Katastrofa ekologiczna na Jeziorze Nyskim – tony martwych ryb❗ -Jak zwykle brak winnych

21015809_833568440155016_8102970252015896576_o-1

Jak podają liczne źródła, doszło do katastrofy ekologicznej nad jeziorem nyskim i nie tylko, chodzi o tony martwych ryb.

Wędkarze mówią o katastrofie ekologicznej. Na miejscu trwa akcja oczyszczania jeziora. – Na miejscu są wędkarze, straż pożarna i inne służby – mówi portalowi nto.pl prezes opolskiego zarządu okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego Wiesław Miś. – Do tej pory wyłowiono już około tony śniętych ryb. To bardzo dużo. Ryby od razu trafiają do utylizacji, na miejscu pracuje ciężki sprzęt. Niestety, prawdopodobnie będzie ich dużo więcej. Śnięte ryby przypłynęły tutaj Nysą Kłodzką z Jeziora Otmuchowskiego. Wędkarze nie chcą na razie mówić oficjalnie co było główną przyczyną tzw. przyduchy, czyli znacznego zmniejszenia ilości tlenu w wodzie. Prawdopodobnie to efekt niskiego stanu wody, upałów i zakwitu glonów oraz zanieczyszczeń wody.
Na miejsce przyjechali także przedstawiciele sanepidu oraz Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. Na razie służby czekają na wyniki badań wody, które pozwolą podjąć decyzję o ewentualnym zamknięciu jeziora dla kąpiących się. Decyzja w tej sprawie być może zapadnie jeszcze dziś wieczorem. Władze powiatu nyskiego już zapowiedziały pomoc w zarybianiu akwenów. – źródło nto.pl

A tak tą sytuację opisuje portal paczkow24.pl

W miniony wtorek wędkarze zawiadomili policję, Polski Związek Wędkarski i Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, że poniżej zapory na Jeziorze Otmuchowskim doszło do katastrofy ekologicznej. Jak donoszą nasi Czytelnicy, rzeką płynęły tysiące śniętych ryb. Całe mnóstwo martwych sandaczy, szczupaków, płoci, okoni, leszczy czy jazi znaleziono też na brzegach Nysy Kłodzkiej. Nasz rozmówca z PZW twierdzi, że rzeką spłynęły nie setki kilogramów jak mówią niektórzy, ale wręcz kilka ton padłych ryb.
– Gdy szedłem dzisiaj od elektrowni do mostu nie widziałem żywej ryby. – relacjonuje jeden z wędkarzy. – W ubiegłym tygodniu woda na tym odcinku aż “gotowała się” od narybku po drapieżniki. – dodaje.
Co było przyczyną takiej katastrofy? Jak tłumaczy Adam Podgórny, ichtiolog z PZW, prawdopodobnie zawiniły sinice. Według niego spływające z jeziora gnijące glony, przy niskim stanie wody w rzece pozbawiły ją tlenu, przez co ryby zaczęły masowo padać. Po interwencji wędkarzy RZGW zwiększyło zrzut wody z jeziora, by natlenić i przepłukać rzekę. Dodatkowo, inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska pobrali do przebadania próbki wody. Jak zapowiadają, prawdopodobnie wystąpią też do zarządcy zbiornika, by w okresie letnim utrzymywał wyższy poziom rzeki.
Tymczasem wędkarze skarżą się na brak skoordynowanych działań wokół całej sytuacji. Jak twierdzą przedstawiciele PZW, brakuje procedur dotyczących postępowania w takich sytuacjach i zapobiegania im. Według naszych rozmówców żadna instytucja nie próbuje też zająć się posprzątaniem padłych ryb i, jak mówią, w związku z tym wkrótce może wybuchnąć kolejna katastrofa, bo padłe ryby w dużych ilościach zalegają na brzegach.